Aktualności

ŚDM

Bezpieczeństwo, którego nie było?

17.05.2018
Ujawniamy dziś poufne materiały Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Zdecydowaliśmy się na ten krok w trosce o nasze wspólne bezpieczeństwo, nas - obywateli. Zostało ono poważnie zagrożone wskutek afery korupcyjnej w PKP w 2016 r.

Z notatek i zdjęć wykonanych przez funkcjonariuszy CBA wynika, że specsłużby pod koniec lipca 2016 r. wiedziały, że zabezpieczenie antyterrorystyczne dworców podczas Światowych Dni Młodzieży jest fikcją. Na Dworcu Centralnym ludzie przechodzili obok bramek wykrywających metale. Były one ustawione tak, że swobodnie można było je ominąć. Nawet jeśli ktoś uruchomił alarm w bramce, nikt z ochrony nie reagował. 

Trwały wówczas Światowe Dni Młodzieży, na które przyjechał papież Franciszek i miliony wiernych. I uwaga! Tuż przed tak ważnym wydarzeniem PKP zlikwidowały swój Wydział Bezpieczeństwa Dworców! Zabezpieczeniem pirotechnicznym dworców za 1,9 mln zł zajmowała się spółka Sensus-Group, której udziałowcami byli były oficer wywiadu Sławomir Wolny i główna księgowa PiS Ewa Kaczmarczyk. Spółka Sensus-Group nie miała nawet siedziby, tylko wirtualne biuro. Policjanci stanęli później przed poważnym wyzwaniem jakim było przeszukanie... wirtualnego biura.

O aferalnym kontrakcie w PKP minister infrastruktury Andrzej Adamczyk dowiedział się 8 czerwca 2016 r. Doniesienie do CBA wyszło z Ministerstwa Infrastruktury z dużym opóźnieniem, dopiero 5 lipca 2016 r. Mimo działań CBA i prokuratorskiego śledztwa PKP wypłaciły spółce Sensus Group całą kwotę kontraktu. 

 

Minister nie zakazał wypłat, a jedynie poprosił

21.03.2017 
Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk publicznie twierdził, że zakazał prezesowi PKP wypłaty pieniędzy dla Sensus Group za ochronę pirotechniczną dworców. Jednak nie potwierdził tego jako świadek w prokuraturze - ustaliła Rzeczpospolita". - Wprost tego nie zakazał, nie wydał żadnej pisemnej decyzji zakazującej dalszych wypłat - potwierdza osoba znająca kulisy śledztwa.

 

Z PKP wyprowadzono prawie 2 miliony złotych 

15.03.2017 
-Jest mi przykro- mówił minister Andrzej Adamczyk w programie "Kwadrans polityczny" w TVP Info.  Jak sie okazało firma Sensus Group powiązana ze służbami specjalnymi dostała niemal całą kwotę z lewego kontraktu - 1,9 mln złotych! Jeszcze kilka dni temu minister infrastruktury twierdził, że tylko 30 procent. Ostatni przelew z PKP zrobiono  27 lutego... 

 

Księgowa klubu PiS w podejrzanej spółce

13.03.2017 
- Sensus Group mnie fascynuje. To temat na film. Tu jest wszystko, co trzeba: służby specjalne, była księgowa PiS, która jest wspólniczką w firmie krzak, do której trafiają pieniądze z PKP. (...) Zabezpieczenie antyterrorystyczne było tylko pretekstem do wyprowadzania państwowych pieniędzy- mówi w „Fakcie" Leszek Kraskowski, były doradca ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka.

Ministerstwo wiedziało o nieprawidłowościach 

13.03.2017
PKP aż czterokrotnie przepłaciło za sprzęt do wykrywania zagrożeń terrorystycznych, kupowany przy okazji Światowych Dni Młodzieży w 2016 r., a spółka mogła stracić nawet 300 tys. zł. Za podpisanie umowy na szkolenia antyterrorystyczne dla kolejarzy zarzuty usłyszał już i został zdymisjonowany cały zarząd PKP. Audytor, który wykrył nieprawidłowości stracił pracę. Więcej w Polsat News

Afera w PKP

11.03.2017                                                                                                                                                                                            Była wieloletnia pracownica klubu parlamentarnego PIS w spółce, z którą PKP podpisało niekorzystną umowę przy organizacji Światowych Dni Młodzieży. Chodzi o wartą prawie 2 miliony złotych umowę na szkolenia antyterrorystyczne kolejarzy - podaje Radio Zet 


Płyniemy pod prąd

11.03.2017                                                                                                                                                                                                             
Właściciel agencji Keja PR Leszek Kraskowski był doradcą Ministra Infrastruktury i Budownictwa Andrzeja Adamczyka. Przestał, gdy odkrył, że szef resortu w tajemniczych okolicznościach uzyskał tytuł magistra, a na domiar złego... ochronę i zabezpieczenie antyterrorystyczne dworców PKP przed Światowymi Dniami Młodzieży powierzył firmie krzak, powiązanej ze służbami specjalnymi i PiS. O aferze, w wyniku której cały zarząd PKP został zdymisjonowany i postawiono mu mówimy na portalu Pressmania.pl

 

Kulisy "dobrej zmiany"

06.03.2017  
Czy można powierzyć ochronę i zabezpieczenie antyterrorystyczne dworców kolejowych w Polsce spółce-krzak, która nie ma nawet siedziby? TAK. Sensus Group jest tego przykładem...

Pierwsze sygnały
8 czerwca 2016 r. - doradca ministra infrastruktury Leszek Kraskowski w mailu wysłanym do szefa resortu, wicemninistra odpowiedzialnego za PKP, szefa gabinetu politycznego ministra, szefa biura ministra, rzecznika prasowego, naczelnika wydziału prasowego pisze m.in.: - Jak jest możliwe powierzenie wszelkich tajemnic bezpieczeństwa infrastruktury spółce, która ma jedynie adres pocztowy, a nie posiada nawet siedziby?

Mail otrzymuje sześć osób. Nikt nie reaguje. Zero odpowiedzi. Kraskowski rozpoczyna więc wędrówkę od gabinetu do gabinetu. W wydziale prasowym ministerstwa ton odpowiedzi jest taki: „To nie nasza sprawa. To zmartwienie PKP. Zostaw to. Po co ci to? Mało mamy tu roboty?". Doradca ministra argumentuje, że sprawę wykrył TVN, więc nie można jej bagatelizować.

Inaczej jest w biurze prasowym PKP. Panika. - Najważniejsze w tej chwili jest zablokowanie publikacji materiału w TVN - słyszy Kraskowski. Po 20 latach pracy dziennikarskiej nie może się na to zgodzić.

- Co to jest to Sensus Group? - pyta

Cisza. Tajne przez poufne. - To robota służb specjalnych. Założyli jakąś spółkę i tyle. Zabezpieczenie antyterrorystyczne dworców na czas Światowych Dni Młodzieży. Tu nie może być otwartego przetargu, tylko zlecenie dla służb. A TVN swoją nieodpowiedzialnością może nam tu sprowadzić terrorystów - padają argumenty.

Brzmi nawet logicznie. - To dogadajmy się z TVN, żeby opóźnili swój materiał i puścili go po Światowych Dniach Młodzieży - proponuje Kraskowski. - Tak zrobimy - pada odpowiedź z PKP.

Mija kilka dni. Materiał w TVN się nie ukazuje.

- I się nie ukaże. Wcale - chwalą się pijarowcy PKP.

- Jak wam się to udało? - pyta doradca ministra Adamczyka w PKP. - Przecież nie da się zablokować TVN! Uśmieszki. Cisza.

- No jak?

- Rozmowy na najwyższym szczeblu.

- Z szefostwem TVN?

- Z nowymi właścicielami.

- Z Amerykanami?

Cisza. Uśmieszki. Sukces. Można jak się chce? Można.

No dobrze. Ale jak o sprawie dowie się prasa? Na przykład „Fakt"?

- Jesteśmy przygotowani. Mamy budżet reklamowy. Reklama za 50 tysięcy powinna wystarczyć - mówią w PKP.

16 czerwca 2016 r. Schody w ministerialnym „okrąglaku".

- Niech mi pan przyśle jeszcze raz pytania z TVN o tej spółce, która ma pilnować dworców na ŚDM - prosi minister Adamczyk. Jest bardzo zdenerwowany. To rzadkość. Adamczyk z reguły jest opanowany. Nawet jak się wszystko wali i pali, Adamczyk to oaza spokoju. - Nigdy nie widziałem go tak zdenerwowanego - wspomina Kraskowski. Przesyła natychmiast.

- Co się stało? Przecież do tej pory w ogóle go to nie interesowało - pyta ludzi z najbliższego otoczenia ministra.

- Naczelnik zapytał o tę spółkę - słyszy w odpowiedzi.

Początek lipca. Do doradcy ministra dociera informacja, że o aferze z Sensus Group dowiedziała się „Gazeta Wyborcza". Tekst pisze Wojciech Czuchnowski, jeden z najlepszych dziennikarskich „pistoletów" A PKP przecież nie puści reklam do „GW", bo „Wyborcza" jest na indeksie.

Adamczyk już wie, że afera się rozleje. Najprawdopodobniej wtedy spotyka się z Mariuszem Kamińskim i o wszystkim go informuje. Ustnie. Bo żaden dokument z ministerstwa w tej sprawie prawdopodobnie nigdy się nie ukazał.

Kraskowski ustala kiedy „Wyborcza" opublikuje swój tekst.

14 lipca 2016 r. Tytuł „Układ służb chroni PKP". Lead: „Dobra zmiana" w praktyce: warte 2 mln zł zlecenie na ochronę dworców podczas Światowych Dni Młodzieży dostała spółka, którą kieruje wspólnik w interesach obecnych szefów BOR i Agencji Wywiadu. PKP twierdzi, że to przypadek.

A w tekście:

(...)Z Wolnym prezesem spółki - L.K.) nie można się skontaktować, bo Sensus nie ma siedziby, jedynie adres pocztowy.

Niewygodny świadek

9 sierpnia 2016 r. wiceminister Kazimierz Smoliński odpowiada na interpelacje w Sejmie: „Spółka Sensus Group, jako podmiot zarejestrowany w Krajowym Rejestrze Sądowym, spełniała wszystkie formalne wymagania niezbędne do jej utworzenia oraz zarejestrowania. Nieupublicznienie przez Sensus Group niektórych danych teleadresowych nie mogło stanowić podstawy wykluczenia z postępowania o udzielenie zamówienia. (...) Mając na względzie przebieg Światowych Dni Młodzieży, z punktu widzenia funkcjonowania dworców kolejowych, w szczególności, niewystąpienie groźnych incydentów wskazujących na nienależyte zabezpieczenie dworców, stwierdzić można, że zlecona usługa została wykonana poprawnie".

W ministerstwie pani rzecznik Elżbieta Kisil obdzwania różne firmy. Pyta, czy Keja PR Leszek Kraskowski dla nich pracuje.

Do agencji dzwonią zdezorientowani ludzie. Pytają o co w tym wszystkim chodzi.

Koniec sierpnia - telefon od jednego z klientów. Prośba o spotkanie. Osoba, która dzwoni, ma dziwny głos. Jakiś taki zmieniony.

- Panie Leszku, jest mi bardzo przykro... Pracuje się nam z panem znakomicie. Ale był telefon z ministerstwa infrastruktury. Z prośbą o zakończenie z panem współpracy.

- Kto dzwonił?

- Nie mogę powiedzieć.

- Kto?

- Sama góra.

- Adamczyk?

- Sama góra.

Początek września 2016 r. Przepustka Kraskowskiego do ministerstwa przestaje działać. Ten początkowo myśli, że się tylko rozmagnesowała. Ale strażnik zastępuje mu drogę. - Panie Leszku, nie mogę pana wpuścić.
- Ale ja tu pracuję. Mam umowę z ministerstwem i gabinet na górze - mówi doradca Adamczyka. Dwumetrowy ochroniarz wyprowadza go z ministerstwa.

3 marca 2017 r. w sprawie Sensus Group prokuratura stawia zarzuty wszystkim członkom zarządu PKP. Tego samego dnia minister Adamczyk odwołuje zarząd PKP.

                                                                 

PAP chciał wycofać się z konferencji

15.13.2016                                                                                                                                             

Polska Agencja Prasowa najpierw zgodziła się wynająć salę na spotkanie rodziców edukujących dzieci w domach, następnie się wycofała, żeby - po nagłośnieniu sprawy - ponownie wyrazić zgodę. Ale pod warunkiem zmiany w temacie. Pierwotnie brzmiał on: "MEN dyskryminuje Polonię. Niepewna przyszłość edukacji domowej". Organizatorem konferencji, która odbiła się szerokim echem była Keja PR. Więcej w miesięczniku PRESS

 

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej dyskryminuje Polonię?

                              

28.11.2016                                                                                                                                             INFORMACJA PRASOWA

Naszą klasą jest cały świat – mówią dzieci, które korzystają na co dzień z edukacji domowej. Chciałyby dalej mieć kontakt z polską szkołą, kulturą i kolegami. Niestety zmiany, które chce wprowadzić w Prawie Oświatowym MEN mogą pozbawić emigrantów dostępu do polskiego systemu kształcenia, a dzieciom z Polski znacznie utrudnić dostęp do takiej edukacji.


Osiem miesięcy – tyle trwały konsultacje MEN z grupą roboczą ds. edukacji domowej odnośnie projektu ustawy – Prawo Oświatowe. Efekt? Minister Anna Zalewska zlekceważyła prawie wszystkie ustalenia z rodzicami i zamierza wprowadzić zmiany, które ograniczą edukację domową. To nietypowy „prezent” z okazji 25 rocznicy tej formy kształcenia w Polsce, którą obchodziliśmy we wrześniu br. A problem nie jest marginalny – z kształcenia poza szkołą korzysta około 11 tys. dzieci, w tym istotna część to dzieci mieszkające poza krajem. Polonia wyraziła już swój sprzeciw wobec planowanych zmian. Setki osób z całego świata wysłały do Prezydenta RP, Pani Premier i  marszałka Senatu pocztówki w obronie edukacji domowej. Możliwość nauki w szkole polskiej systemu oświaty stanowiły dla nich wielką szansę na łatwy powrót do Polski. Decydenci jednak mówią jedno, a robią coś przeciwnego:

„Polski rząd ma obowiązek wspierania wszystkich rodaków bez względu na to w jakim kraju mieszkają, bo jesteśmy jedną wielką rodziną. Stworzyliśmy program, który ma zachęcać Polaków do powrotu do kraju– mówiła premier Beata Szydło w kwietniu 2016 r. na spotkaniu z Polonią w USA.

Niższa subwencja

Pierwsza kłoda pod nogami tzw. „homeschoolersów”, czyli osób, które zdecydowały się uczyć swoje dzieci w domu pod patronatem wybranej szkoły, pojawiła się na początku 2016 r. MEN nagle obniżyło o 40-58 procent subwencje oświatową na edukację domową (szkoły, do których takie dzieci są przypisane, które regularnie sprawdzają ich postępy, dostają mniej pieniędzy na ucznia).

 

Rejonizacja wojewódzka?!

MEN obecnie chce w Prawie Oświatowym wprowadzić rejonizację – dzieci edukowane
w domu będzie można przypisać tylko do szkoły w województwie, w którym są zameldowane
z rodzicami. Ale z przepisów o edukacji domowej korzystają przecież także dzieci mieszkające za granicą. One w ramach edukacji domowej, po wybraniu w Polsce szkoły patronackiej, korzystały z tzw. edukacji na odległość. Dzięki temu dzieci rozproszone po świecie mogły czuć się dalej jak w domu. Po wprowadzeniu nowych przepisów raczej nie znajdą szkoły, która będzie mogła ich prowadzić.

 

Jestem zaskoczona próbą odebrania dzieciom możliwości kształcenia w formie domowej edukacji z wykorzystaniem opcji kształcenia na odległość. Nie wszystkie dzieci mają możliwość meldunku w Polsce” – mówi Anna Mysior-Łopata, dyrektor Polskiej Szkoły Bez Granic.

Tylko jedna publiczna poradnia

 Aby rodzice mogli we własnym zakresie uczyć dzieci, muszą uzyskać specjalną opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej. Do tej pory można było korzystać z poradni niepublicznych, w których nie trzeba czekać na wizytę wielu tygodni i które często są bliżej miejsca zamieszkania rodziny. Ale MEN chce wprowadzić wymóg uzyskania opinii publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej, która na dodatek musi znajdować się
w rejonie wybranej szkoły. Rodzice obawiają się, że będzie to kolejna bariera dla nauczania domowego, zwłaszcza dla dzieci polonijnych. Poradnie takie przeprowadzają bowiem badania w wyznaczonych z góry terminach. Przy tym dzieci uczące się w szkołach stacjonarnych
w ogóle nie muszą odbywać takich badań.

Komu się nie opłaca?
Dzieci wychowywane za granicą i edukowane dodatkowo w domu, to dzieci dwujęzyczne, świadome swoich korzeni. Są do
wody na to, że Polska ma sukcesy w edukacji domowej,
a wspieranie emigracji jest dla państwa opłacalne:

  • Dwie międzynarodowe organizacje: Fundacja Novae Terrae i OIDEL (Międzynarodowa Organizacja na rzecz Edukacyjnej Wolności), instytucja doradcza ONZ i Rady Europy, ogłosiły niemal 400-stronicowy „Wskaźnik Wolności Edukacji. Globalny Raport 2016 nt. Wolności w Edukacji”. Polska w tym Raporcie lokuje się na 14 pozycji wśród 136 zbadanych krajów świata! Niemcy, dla porównania, są na pozycji 24, a Szwecja na 32.Zastosowany wskaźnik ma charakter kompleksowy, złożony z kilku miar (jak np. możność zakładania szkół niepublicznych czy poziom ich finansowania przez państwo), wśród których odrębną kategorię stanowi możliwość korzystania z edukacji domowej.
  • Z corocznych raportów NBP wynika, że emigranci przesyłają do Polski ok. 4 mld euro rocznie, co stanowi 1,1-1,7 % PKB. Tymczasem nakłady na oświatę polonijną to zaledwie ok. 0,17 % nakładów na edukację.